czwartek, 20 października 2016

Witam, witam... NIESPODZIANKA!

Witaajcie moi drodzy czytelnicy... zapewne dziwicie się co ja tu jeszcze robię 8) od kilku miesięcy nie pojawił się żaden post :{. Myślę  od dłuższego czasu nad powrotem. Alee... nie wiem czy ktokolwiek po tak długiej nieobecności by to jeszcze czytał :))))))) Post ten został stworzony po to, abym mogła zobaczyć ile ludzi jeszcze tu zagląda ") Piszcie w komentarzach  co myślicie o moim powrocie, czy warto i ile jeszcze chcielibyście rozdziałów do końca opowiadania. Jeżeli zebrałaby się jakaś większa grupa ludzi to blog ponownie rusza od listopada!
Pozdrawiam!!!

♥ ♥ 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 29 Mamy stwora w domu!

            Nagle wynurzyła się z wody i pozostając w pozycji siedzącej  zaczerpnęła ze świstem powietrza. Uchyliła swoje powieki, jednak jedyne co przez nie widziała to niczym niezmącona ciemność. Zaczęła kręcić głową jakby próbując znaleźć wyjście z tej czerni. 
   -Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!- wychrypiała krztusząc się powietrzem. Złapała się rogów wanny i dalej nawoływała w panice. Wtedy poczuła jak czyjeś szerokie ramiona wyciągają ją z wody,  a po chwili również jak ktoś opatula jej ciało kocem. Powoli zaczęły dochodzić do niej jakieś dźwięki. Na początku był to cichy szum, który powoli przekształcał się w nieco zmutowane głosy  jej przyjaciół. Nadal roztrzęsiona i zapłakana zaczęła dostrzegać rozmazany obraz pomieszczenia w jakim się znajdowała. O zgrozo wszystko było czarno-białe z paroma wyjątkami... na ścianach, jak i podłogach dostrzegła  plamy ciemnoczerwonej cieczy. Rozejrzała się zdezorientowana dookoła,  a jej wzrok zatrzymał się na osobie stojącej metr przed nią; czarnowłosy, umięśniony chłopak z krótkimi włosami, którego twarz poznałaby wszędzie. Brat...Jednak przerażona zauważyła również, że z jego rąk skapywała krew, a cała twarz, szyja i ramiona umazana była w czarnej cieczy tworząc dziwne tatuaże. To nie mógł być jej kochany braciszek! Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami puki nie usłyszała w myślach TEGO okropnego głosu;
   ~ Hermionkoooo, kochanie!- złapała się za głowę, która w tej chwili po prostu pękała od tego chrapliwego, przeraźliwie głośnego dźwięku ~ Już rozumiesz czym są aury misiaczku? Twój brat ma jeszcze gorszą od ciebie! A ta dziewczyna siedząca w rogu pokoju! ZAZDROSZCZĘ!- wydarł się tak głośno, że z uszu dziewczyny zaczęła lecieć krew. Ona załzawionymi oczami spojrzała w róg  pokoju, a to co tam ujrzała wprawiło ją  w niemałe załamanie psychiczne. Otóż siedziała tam Melisa, która dosłownie cała pokryta była czarną mazią! Jakby było mało; wokół niej meble, ściany i podłoga też były tym pokryte! Po chwili czerwonowłosa spojrzała na nią, lecz kiedy zobaczyła wyraz twarzy Hermiony jej mina z obojętnej zmieniła się na zmartwioną. ~Nie wiedziałem, że w takim towarzystwie się obracasz!- znowu w jej głowie rozbrzmiał głos Ero, a jego śmiech po prostu ją dobił. Załamana podkuliła nogi i schowała głowę w rękach cicho łkając.~Łatwo cię złamać kotku.Wystarczyło tylko sprawić, abyś patrzyła na świat moimi oczami, a ty już się załamujesz.- jego głos rozsadzał jej głowę. Miała go serdecznie dość! Ostatkiem sił wyszeptała jakieś przekleństwa po czym wyczerpana zemdlała.



                                                                         ❤  

           Otworzył oczy, które  w półmroku zalśniły błyskiem ekscytacji pomieszanej z szaleństwem. Podniósł się z podłogi i otrzepał ubrania z kurzu. Rozejrzał się dookoła, a jego wzrok zatrzymał się na sporym lustrze w rogu pokoju. Podszedł do niego ze złowrogim uśmiechem. Kiedy wreszcie zobaczył swoje odbicie wydobył z siebie ochrypły śmiech od którego ściany niebezpiecznie zadrżały. W zwierciadle zobaczył ciało które mógł wreszcie zmaterializować w tym świecie. Może i nie było idealne, ale na pewno przyprawi nie jedną osobę o zawał. Otóż w lustrze zobaczył wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka o śnieżnobiałych włosach sięgających do kolan, oczach koloru brudnego złota pomieszanego  z czerwienią, zębach wysuniętych do przodu i zaostrzonych. Podsumowując; KIEDY MIONKA MNIE ZOBACZY PADNIE Z WRAŻENIA!-pomyślał chłopak ze złośliwym uśmieszkiem. Popatrzył krytycznie na swoje ubrania, a raczej to co z nich zostało... Bez zastanowienia podszedł do szafy z której wyjął śmierciożercze szaty, po czym szybko się w nie przebrał. Stwierdził, że znajduje się w pokoju jakiejś pary, ponieważ w szafie było dużo kolorowych sukienek,  ale też kilka drogich garniturów. Uśmiechnął się do siebie widząc na dnie szafy pudełko z bielizną. Wziął jedną parę majtek, które  w jego dłoniach zamieniły się w świecący czerwienią sztylet. Po chwili jednak rzecz wróciła do poprzedniego kształtu. Białowłosy szybko schował bieliznę do kieszeni od wewnętrznej strony szat i z szerokim uśmiechem wyszedł z pokoju uprzednio zarzucając  na głowę kaptur. Szybkim krokiem skierował się w stronę pokoju Hermiony. Czarownicy którzy go mijali przyglądali mu się podejrzliwie próbując dostrzec jego twarz, jednak kaptur i nisko spuszczona głowa im to uniemożliwiały. Kiedy poczuł zapach dziewczyny jego oczy niebezpiecznie ściemniały a na skórze poczuł przyjemne mrowienie. Czuł to od kiedy pierwszy raz ją spotkał. Wtedy była tak jakby martwa, więc jej  zapach nie był na tyle intensywny, ale teraz  było inaczej- jako żywa, potężna czarownica wydzielała z siebie drażliwy zapach siarki, albo raczej to jej magia go wydzielała. Oczywiście tylko on jako stworzenie ciemności mógł to poczuć. Kiedy doszedł do odpowiednich drzwi nie siląc się, aby zapukać pchnął je ramieniem i jak gdyby nic wszedł do pokoju powolnym krokiem. Podniósł głowę na tyle, żeby kaptur nadal zakrywał jego twarz i popatrzył na nieprzytomną Hermionę leżącą na łóżku,  a potem na jej przyjaciół stojących wokół niej. Każdy patrzył na niego zdezorientowany, ale wszyscy gotowi byli bronić dziewczyny.
   -Kim jesteś? -spytał Alex podchodząc do Ero.
   -Nikim ważnym. Chciałem zobaczyć co z nią.- wskazał palcem na Hermionę. Widać było jak Eva i Ginny wzdrygają się od okropnego głosu przybysza. 
   -Urooocze...-wyszeptał pod nosem uśmiechając się szeroko, przez co odsłonił swoje zęby. 
Usłyszał jak Alex wciąga ze świstem powietrze, a Draco stojący obok niego szepcze pod nosem ciche; Co kurwa? 
Nie zastanawiając się wiele wyciągnął z kieszeni różowe majtki szybko zamieniając je w sztylet. Na jego ustach uformował się jeszcze większy uśmieszek co mocno zdezorientowało jego ofiary. 
    -Chyba już się napatrzyłeś. Możesz iść.- warknął Malfoy wyjmując  swoją różdżkę. 
    -Wpierw muszę z nią porozmawiać.- wycharczał robiąc krok w stronę łóżka. 
    -Do rozmowy potrzebny jest sztylet?- spytała kpiąco Melisa, która znudzona podpierała ścianę. 
    -Sztylet mam po to, by się bronić przed skróceniem głowy.- zarechotał.
    -Mam nadzieję, że umiesz go używać.- syknął czarnowłosy i rzucił się w kierunku przeciwnika z płonącymi pięściami. 
Ero bez problemu zablokował jego cios, a gdy chciał już wbić ostrze sztyletu w brzuch przeciwnika poczuł jak napastnik zostaje brutalnie odepchnięty na bok. Nie musiał długo czekać na pierwszy cios, który wytrącił mu z ręki broń. Wkurzony popatrzył na osobę która to zrobiła  i zdziwiony stwierdził, że to czerwonowłosa piękność o hipnotyzujących czerwonych oczach. Uśmiechnął się do niej prowokująco i wyszeptał ciche; No dawaj maleńka...
Dziewczyna od razu zamachnęła się i uderzyła go w szczękę. Jednak ten nawet nie drgnął o milimetr. Wydał z siebie przerażający rechot, a podnosząc gwałtownie głowę niechcący zrzucił z siebie kaptur.
   -Co do...?- wystękał otwierając szeroko oczy podnoszący się z ziemi Alex. 
   -Erynie nie powinny atakować ludzi w ich świecie.-powiedziała nagle Melisa rozmasowując pięści. Znowu wyglądała na znudzoną. Jakby przestała interesować ją już ta sytuacja.-Ero jak mniemam.- wyciągnęła w stronę białowłosego dłoń.
   -Znasz mnie?- zapytał autentycznie zdziwiony podając jej swoją dłoń.
   -Całe podziemie o tobie mówi. Porównują cię do hieny.
   -To zadupie zawsze mnie denerwowało...- warknął zabierając rękę.-Kiedy ostatnio tam byłem stary Gregory mówił mi, że mój śmiech może się równać z zarzynaną krową.. Ta stara pijawka powinna już dawno być przebita kołkiem.-powiedział spoglądając w stronę łóżka Miony,
   -Me-eelis-sssa w-wwy sie-ee zna-aa-cie?- wyjąkał Blaise chowający się za Ginny.
   -Ero o erynia. Łatwo rozpoznać. Ma zęby jak pies.
   -Wilkołaki też takie mają!- krzyknął oskarżycielsko białowłosy.
   -Wilkołaki są przystojniejsze i nigdy nie mają białych włosów.- warknęła  dziewczyna rozsiadając się na kanapie.
   -Nie pytam skąd to wiesz, ani dlaczego taki demon jak ty wie o podziemiach.- zarechotał patrząc na zdezorientowane i przerażone miny reszty osób.
   -Nazywasz mnie demonem? Spójrz na siebie!- popatrzyła na niego wściekle.
   -Mówi to hybryda, która straciła kontrolę i  wymordowała cały sabat wampirów!- powiedział wściekle przy okazji się opluwając. -Nawet nie wiesz jakie straty ponieśli przez ciebie!
   -A ty niby skąd to wiesz skoro całe stulecia przesiedziałeś w Hadesie?!- wrzasnęła podnosząc się na równe nogi.
   -Do podziemi ma wstęp prawie każda nadprzyrodzona istota. Swoją drogą polewają tam niezłą whiskey.- usiadł obok Miony, podparł głowę o swoje dłonie i zrobił rozmarzoną minę- napiłbym się teraz...
   -Nie zmieniaj tematu! Od kogo o tym wiesz?! Gadaj!- zaczęła się drzeć podchodząc do niego.
   -Jak mu tam byłoooo? Samuel? Fryderyk? Niee.. -zaczął rozbawiony,
   -Nie baw się ze mną! Mów!!!- krzyknęła zaciskając nerwowo pięści.
   -Po co ci ta informacja, skoro on już pewnie nie żyje? Nie wiesz...? Całe podziemia zostały  wysadzone w powietrze przez islamistów.- skrzywił się wypowiadając ostatnie zdanie.
   -Co?! Jak to?- spytała zdezorientowana.
   -Nikt nie wie jak się tam dostali... Nędzne żmije. Teraz nawet nie mam gdzie się upić.
   -O czym wy kurwa mówicie?!- Alex nie wytrzymał. Nie wiedział, że jego dziewczyna jest tak obeznana w świecie o którym nawet on nie miał pojęcia.
   -Istnieją trzy światy, kolego; podziemia, które aktualnie są zrujnowane, wasz ludzki świat i Hades. Podziemia to miejsce gdzie przesiadują wampiry, wilkołaki, smoki i wszystkie inne stworzenia. Nawet ja mam tam wstęp,   a Hades to miejsce zmarłych dusz, które po odpokutowaniu swoich grzechów  mogą iść grzecznie do nieba. Tyle powinieneś wiedzieć.- wyjaśnił szybko białowłosy przegryzając swój nadgarstek i podnosząc ją do ust nieprzytomnej szatynki. 
   -Ej, ej, ej,  co robisz?- za jego dłoń złapał Draco patrząc na chłopaka nieprzyjaźnie.
   -Budzę ją. - wyszczerzył się i odtrącając rękę Malfoy'a wepchnął swój krwawiący nadgarstek do ust dziewczyny.  Jej oczy momentalnie się otworzyły. Przez chwilę miały barwę czerwieni, ale potem zmieniły kolor na naturalny błękit. Kiedy szatynka spojrzała a osobę siedzącą najbliżej niej wydała z siebie zduszony jęk. 
   -Nienawidzę cię potworze... - warknęła podciągając się z trudem to pozycji siedzącej.
   -Cudowne powitanie, koteczku. Teraz tego potwora będziesz miała w domu.- zaśmiał się ŁAGODNIE patrząc z rozczuleniem na dziewczynę. 
Merlinie, w co ja się wpakowałam?!- pomyślała zrozpaczona dziewczyna zatrzymując swoje błagalne spojrzenie na Draco, który osłupiały wpatrywał się w tą scenkę. 
                                                                    

                                                                        ❤  


    -Gdzie do cholery są moje ulubione majtki!?- echo tego jakże przerażającego głosu rozniosło się po pokoju, który w owej chwili przypominał burdel. Rzeczy porozwalane po podłodze tworzyły ogromne kopce przez które trudno było się przedrzeć. 
   -Kochanie, nie możesz założyć innych?- zapytał mężczyzna, który bezsilnie przyglądał się poczynaniom swojej partnerki.
     -NIE!- ryknęła podbiegając do niego.-Na pewno to ty je wziąłeś i nie chcesz się przyznać!- krzyknęła odpinając guzik jego spodni. Jednak kiedy już mu je zdjęła, zamiast swoich majtek ujrzała różowe bokserki w kolorowe jednorożce. Popatrzyła na niego jak na kosmitę.
      -Czy ty je ukradłeś naszemu synowi? Dałabym sobie rękę uciąć, że kupiłam mu identyczne na 17-te urodziny!- popatrzyła na niego oskarżycielsko.
   -Nieee.Strasznie mi się spodobały i kupiłem sobie takie same.- wyjąkał mężczyzna rumieniąc się.




Witaaajcie!
No więc pierwszy raz się nie spóźniłam! Możecie być ze mnie dumni ^.^
Mam do was kilka pytanek;
-co myślicie o Ero? /bo moim skromnym zdaniem to mógłby troszkę namącić w świecie naszych bohaterów :)
-komu waszym zdaniem Ero ukradł majtki? xD kto to zgadnie to w następnym rozdziale dostanie dedyk ;'D
- co myślicie o przeszłości Melissy?
-pasuje wam wstawianie rozdziałów co tydzień? 
Tak po za tym to.. Dziękuję za ponad 56 000 wyświetleń! Naprawdę jestem mile zaskoczona, że ktoś tu ciągle zagląda :) 
P.S.=====> 29 komentarzy (bo tyle jest rozdziałów :P) i rozdział w przyszły weekend! Jeżeli tyle nie będzie to publikacja rozdziału trzydziestego przedłuży się tydzień :O (tak, wiem, potrafię zmotywować ludzi :'D)
Pozdrawiam!!! 

ZA BŁĘDY  I POWTÓRZENIA BARDZO PRZEPRASZAM, ALE JEST JUŻ SPORO PO PÓŁNOCY I NIE MAM SIŁY KOLEJNY RAZ TEGO SPRAWDZAĆ.  W WOLNYM CZASIE WSZYSTKO ZOSTANIE POPRAWIONE :)

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 28 Naszyjnik z jelit, więź i piwniczka z wnętrznościami

  Witaaaaaaaaaaaaaaaajcie!
Rozdział spóźniony (i to 2 miesiące :O)a obiecywałam wam, że będę regularna xD coś nie pykło :P
Rodział wyszedł przeciętnie , chociaż zawarłam w nim wszystko co chciałam to nie do końca mi się podoba xD ale mniejszość :P Dziękuję za komentarze :))))))) bardzo bardzo baaardzo! 
Musicie podziękować mojej przyjaciółce z klasy- Kasi za to, że kazała mi to pisać xD tak naprawdę tylko dzięki niej macie dzisiaj rozdział :3
Już mam w mojej pokręconej główce ułożone co dalej się wydarzy, więc mogę was zapewnić, że kolejny post opublikuję jeszcze w tym miesiącu :))))))
Jeżeli jeszcze ktoś tu jest  to proszę o zostawienie komentarza. Może to być zwykłe; ,,Czytam'' Chcę  w ogóle wiedzieć czy mam dla kogo pisać :) 
Poooozdrawiam i zapraszam do czytania :)
A.

P.S- zachęcam do przeczytania bloga jednego z moich ulubionych czytelników- Aleksandra Kopca. {KLIIIK}
ROZDZIAŁ
NIESPRAWDZONY!





 -Wiesz gdzie jest Blaise?- zapytała nie zwracając uwagi na jego zachowanie.
   -Siedzi samotnie w mojej piwnicy-wyszczerzył zęby w okrutnym uśmiechu.- Mam nadzieję, że nie przeraził się nadmierną ilością krwi i błota w mojej małej sali tortur.
   -Nie prowokuj mnie!- wrzasnęła podnosząc się z podłogi.
   -Ojoj, czyżbyś uznała to za żart?- zawył ponownie zanosząc się śmiechem.
   -Zabije cie Ero, przysięgam!-  powiedziała przez zaciśnięte zęby.
   -Wiesz... jest mały problem -zaskrzeczał kładąc się na plecach i patrząc na popękany sufit.-Ja już jestem martwy! 
Hermiona popatrzyła na niego zirytowana. -Zaprowadź mnie do niego!-krzyknęła ostro.
   -Naprawdę sądzisz, że możesz mi rozkazywać?-spytał kpiąco jednocześnie podnosząc się z podłogi.
   -Sądzę, że chcesz mój zegarek. A to znaczy, że zrobisz wszystko, aby go zdobyć.
   -Nie bądź tego taka pewna. Faktycznie chcę mieć to maleństwo, ale nie jest mi ono do szczęścia potrzebne.- warknął kierując się w stronę wyjścia z pokoju.
   -A mogę wiedzieć po co?- podążyła za nim. Merlinie, jak on się wlecze! Na prawdę nie może iść szybciej?!
   -Będę wiedział która jest godzina i te sprawy...-wychrypiał skręcając w jakiś boczny korytarz.
   -Nie kłam. Gdyby chodziło tylko o to już dawno ukradłbyś zegarek któremuś z ludzi- powiedziała przemądrzale Miona.
   -Inteligentna jesteś -zarechotał -Dzięki zegarkowi nawiążę z tobą więź. Będę mógł zmaterializować się w waszym świecie. Oczywiście to może dojść do skutku tylko, gdy ty będziesz żywa- wyszczerzył zęby (a raczej imitację zębów, bo wyglądały jak u psa)- Normalnie ludzie grzecznie idą do nieba, ale ty...ty za cholerę nie chcesz umrzeć!- stanął przed pustą ścianą.  Zaczął rozglądać się dookoła, a po chwili także wciągać ze świstem powietrze. 
Miona patrzyła na niego zdezorientowana -Co ty do diabła robisz?!
   -Emmm... próbuję wyczuć którąś z moich sióstr. Jeżeli jakaś jest blisko to może zorientować się gdzie jesteśmy...  A jak do tego dojdzie to znajdą też moją mini piwniczkę w której trzymam duuuuuuużo ciekawych rzeczy- zarechotał gardłowym głosem.
   -Jakie rzeczy? Chociaż nie! Nie chcę wiedzieć. Po prostu się pośpiesz...!-jęknęła szatynka.
   -Jeszcze chwile...-wychrypiał patrząc rozbawiony na dziewczynę
   -Nie wiem co cię tak bawi!- krzyknęła Hermiona. W Hogwarcie uważana była za spokojną i cierpliwą osobę, a teraz nie mogła się opanować przy tym wybryku natury! Irytowała się od samego słuchania jego dziwnego głosu. To stworzenie wkurzało ją bardziej niż Malfoy! Mało tego- przy nim Draco wydawał jej się niewinnym aniołkiem,  a to już wielkie osiągnięcie!
   -Twoja twarz śmiesznie wygląda jak się wkurzasz. Marszczy się i od razu można wyobrazić jak będziesz wyglądała za 40 lat!
Hermiona w tym czasie zacisnęła nerwowo pięści i z zamkniętymi mocno oczami próbowała policzyć spokojnie do 10.
1...
   -Chociaż na moje oko  przez twoją nerwowość i agresję twoje biedne serduszko wykituje i nie dożyjesz nawet trzydziestki...
2...
  -Albo kto wie? Może wpadniesz pod tira i twój niesamowicie wielki mózg rozpaprze się po ulicy... 
3...
  -A może jeszcze ktoś się na nim pośliźnie i będziesz miała na sumieniu kolejną osobę!

W tym momencie dziewczyna zwyczajnie nie wytrzymała. Otworzyła oczy które zrobiły się czarne,  a żyły wokół nich zaczęły wychodzić na wierzch i ciemnieć. Jej paznokcie znacznie się wydłużyły, a przez to, że cały czas zaciskała je w pięści z jej dłoni zaczęły lecieć krople krwi które skapywały na brudną podłogę. W ustach poczuła metaliczny smak na co zdezorientowana przyłożyła do nich swoją dłoń. 
Kiedy przesunęła palcem po kłach jej oczy omal nie wyszły  z orbit. Zamiast zwyczajnych zębów miała wysunięte do przodu i o kilka centymetrów dłuższe niż być powinny kły! Złość jak na zawołanie minęła, a zastąpił ją strach i niepewność, bo w końcu dziewczyna nie miała pojęcia co działo się z jej ciałem! Popatrzyła przestraszona na Ero, który w tej chwili przyglądał jej się z niekrytym rozbawieniem.  
   -Teraz wyglądasz jak mój zdechły zwierzaczek!-  (Tym zwierzątkiem był dziesięcio i pół głowy doberman którego dostał od jednej ze swoich sióstr) 
Po chwili jednak na jego twarzy zagościła w miarę poważna mina.
   -Musisz się uspokoić. Jesteś potężna a tutaj wszelkie zło wychodzi na wierzch. W normalnym świecie nigdy nie mogłabyś przemienić się w takie monstrum.-patrzył przez krótką chwilę na Hermionę, która już powoli zaczęła wracać do swojej wcześniejszej formy i jak gdyby nigdy nic podniósł rękę to ust i odgryzając sobie spory kawałek skóry przejechał nią po murze. 
Hermiona widząc to skrzywiła się, ale nie powiedziała żadnego słowa. Po chwili ściana drgnęła i zaczęła przesuwać w prawą stronę. Ero uśmiechnął się zwycięsko widząc zszokowaną minę szatynki.
   -Panie przodem! -zawył,a kiedy dziewczyna miała już przekraczać próg odepchnął ją mocno do tyłu  sprawiając, że dziewczyna głośno upadła na ziemię obijając sobie tyłek. Ciągle rechocząc sam  wszedł do środka.-Chyba nie myślałaś, że to na poważnie! Piwnica to moje święte miejsce i nie pozwolę, żeby ktoś wszedł tam przede mną!
   -Niech cię piekło pochłonie...-warknęła szatynka podnosząc się z ziemi.
   -Słyszałem!
   -I dobrze!- krzyknęła Miona biegnąc w stronę oddalającej się sylwetki tego straszydła.
Kiedy tylko dziewczyna przekroczyła próg kamienna  ściana przemieściła się zamykając otwór. Drgnęła zaskoczona. Nie spodziewała się odcięcia swojej jedynej drogi ucieczki. Po  jej plecach przeszedł dreszcz. Dawno nie odczuwała takiego strachu. Po za tym wokół panowały egipskie ciemności i dziewczyna musiała iść na oślep. W duchu zaczęła już przeklinać Blaise'a i Malfoy'a za ten idiotyczny żart przez który teraz musiała błądzić po piwnicy jakiegoś psychopaty.
Kiedy to tak rozmyślała nad swoim nieszczęsnym losem natknęła się na strome schodki, które niestety zauważyła troszkę za późno i w rezultacie po chwili leżała już nieźle poturbowana w wielkiej kałuży błota patrząc wściekle na tarzającego się po ziemi (ze śmiechu) Era.
   -Ja kurwa z tobą nie wytrzymam!!!- zawyła płaczliwie kładąc głowę z powrotem w błoto.
Po chwili jednak ją uniosła, aby rozejrzeć się dookoła.  Na jednej ze zniszczonych ścian przymocowana była pochodnia która oświetlała całe pomieszczenie. Wokół leżało kilka czaszek, duużo kości, gdzieniegdzie jelita, urwana w kolanie ręka, rozlany mózg itd, itp... 
Warto zauważyć, że w owym pomieszczeniu roznosił się okropny smród (gorszy od tygodniowych skarpetek Blaise'a!) Hermiona od razu zacisnęła powieki i przyłożyła dłonie do ust, aby powstrzymać odruch wymiotny. 
   -Wymiękasz księżniczko?- zakpił Ero podchodząc do mniejszych drzwiczek w kącie pomieszczenia. Z kieszeni swoich spodni (a raczej tego co z nich zostało) wyjął mały kluczyk, który kilka razy przekręcił w zamku, a kiedy już zakończył swój mozolny proces  popchnął drzwi, a to co zobaczył w środku zmyło z twarzy jego rozbawiony uśmieszek. Dlaczego? Otóż w środku (za samymi drzwiami) siedział sobie wesoło Zabini (śpiewając chryzantemy złociste) trzymając w rękach jelito, z powieszanymi na nim koralikami z kości.
   -JAK.ŚMIAŁEŚ.TKNĄĆ.MOJE.KORALIKI?!-zaryczał mu w  twarz (przy okazji go obśliniając)Ero. 
Blaise popatrzył na niego przerażony i w obronie własnej rzucił w stwora jelitem jednocześnie wrzeszcząc; Giń krowojadzie! 
   -Blaise?!- nagle na szyję Zabiniego rzuciła się zapłakana Hermiona.-Ty żyjesz!
   -Nie chcę wam przeszkadzać, ale wasz czas tutaj  już się kończy- warknął białowłosy zbierając z ziemi koraliki.
   -Teraz możemy wreszcie wrócić do Riddle Manor.- uśmiechnęła się do Blaise'a szatynka.
   -Mam nadzieję, że ta podróż odwróci to przeklęte zaklęcia... -jęknął chłopak.
   -Ja też Diable...Co teraz?- spytała Hermiona patrząc na Era.
   -Dasz mi zegarek, ja ci dam koralik, który ZAWSZE będziesz musiała nosić przy sobie. Nigdy nie będziesz mogła go zgubić.- mówiąc to podał jej jedną z białych, małych kulek z niewielką dziurką w środku.-A teraz chwyćcie się za ręce. Jako wybranek mogę działać również jako brama. Przeniosę was do żywych. 
Kiedy wykonali jego polecenie białowłosy zaczął szeptać jakieś dziwne słowa w nieznanym języku. Oboje poczuli ciepło rozchodzące się przyjemnie po ciele i senność. Obraz przed oczami zaczął im się rozmazywać. Po chwili oboje odpłynęli.




❤  

    -59-  Ginny kończyła swoje odliczanie przyglądając się niespokojnie nadal leżącymi w wodzie Zabiniemu i Hermionie; dwóch osób na których najbardziej jej zależało. Czuła niesamowitą bezradność nie mogąc pomóc swoim przyjaciołom.
   -60- zakończył za nią Draco który przez cały ten czas siedział przy wannie Hermiony patrząc na jej blade ciało. -Czemu jeszcze się nie obudzili?!-krzyknął nagle przykładając palce do szyi dziewczyny próbując wyczuć puls. Niestety, nie czuł nic-Hermiona!  Obudź się do cholery!-zaczął potrząsać jej bezwładnym ciałem.
I w tym momencie w drugiej wanny wynurzył się Zabini głośno nabierając powietrza. 
   -Udało nam się!- krzyknął zachrypnięty. Jednak jego mina zrzedła, gdy spojrzał na potrząsającego Hermioną Dracona. -Co się dzieję?!- spytał zdezorientowany.
   -Hermiono, proszę cię, nie mogę cię stracić! Wiem, że mnie słyszysz. No dalej, ocknij się! To nie może być jeszcze koniec! Nawet nie zdążyłem ci powiedzieć jak bardzo mi na tobie zależy! Błagam, nie teraz! Nie kiedy wszystko między nami zaczęło się układać! Obudź się!-szeptał jej gorączkowo do ucha Draco. Jednak w pokoju panowała cisza  i jego słowa wszyscy doskonale słyszeli. 
   -Siostro, obiecałaś, że wrócisz... Czemu mnie okłamałaś?- spytał wypranym z emocji głosem Alex przyglądając się nieruchomej twarzy Hermiony.
I właśnie w tym momencie wszyscy w pokoju poczuli dziwne drżenie ścian. Każdy zaczął rozglądać się wokoło niepokojąc się tą sytuacją. Kiedy drżenie ustało spojrzenie wszystkich na nowo utknęło w Mionie, lecz coś było nie tak... Dziewczyna zamiast, tak jak wcześniej, leżąc w wodzie- siedziała z otwartymi szeroko CZERWONYMI oczami patrząc w przestrzeń.  






niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 27 Wyprawa w zaświaty, erynie i piwnica Ero

   Witaaaajcie!

Już dłuższy czas nie było rozdziału, ale to nie oznacza, że tutaj nie zaglądam! Tym razem mam dla was coś specjalnego :) Przeczytajcie, a nie pożałujecie! Jeżeli pod tym postem znowu będziecie narzekać, że mało Dramione (a wiem, że tak będzie) to w kolejnym rozdziale (już długo to obiecuje, ale tym razem tak serio serio) postaram się o taką akcje, że pospadacie  z krzeseł :P 

Dedykację dostaje Marta.Sz, która wczoraj obchodziła urodziny :) Jeszcze raz; WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

Kolejny rozdział pojawi się jak dobijecie 50 tyś wyświetleń! 
Pozdrawiam i życzę miłego czytania :*







      Hermiona patrzyła współczująco na załamanego Blaisa, który siedział na kanapie w jej pokoju próbując wymyślić sposób na odwrócenie zaklęcia. Reszta ich paczki pozajmowała miejsca wokół nich.
   -Mamy 20 minut...- wyszeptała cicho Ginny.
   -Wiecie, że 1/4 zaklęć rzucona przez słabych, niedoświadczonych czarowników przestaje działać po jego śmierci?- odezwała się nagle Melissa patrząc intensywnie na Hermionę.
   -Też o tym myślałam...Jeżeli Blaise włożył w to zaklęcie mało swojej mocy powinno się to udać- westchnęła Miona- Ale istnieje duże ryzyko, że kiedy wypowiemy zaklęcie...
   -Chwila, chwila... Co wy chcecie zrobić?!- zapytał zdezorientowany Draco- Nie  możemy go zabić!
   -Ale możemy go uśmiercić na dosłownie minutę... po tym czasie zamek powinien już wrócić do normalnego koloru, ale to nie jest pewne. Blaise nie jest słaby, lecz niedoświadczony owszem. Jeśli to nam się uda zostanie nam go wybudzić. To nie będzie proste...
   -Przestańcie gadać! Po prostu to zróbcie!- wrzasnął nagle Zabini podnosząc się z wygodnego siedzenia.
   -Ale Diable! Możesz po tym już do nas nie wrócić! Mało tego; jeśli coś pójdzie nie tak to przejdziesz na drugą stronę, a stamtąd nie ma powrotu! Na prawdę chcesz to zrobić?- Hermiona również wstała żywo gestykulując rękoma.
   -Herm, wybacz, ale ja się na ten pomysł nie zgadzam. Aby sprowadzić jego duszę musiałabyś sama umrzeć, a potem jeszcze w ,,przejściu'' bronić go przed tymi demonami. Ojciec kiedyś mi o nich opowiadał! Jeśli ty zginiesz- zginiecie oboje i już nigdy was nie odzyskamy. To nie będzie ani trochę proste! A potrwa przynajmniej kilka godzin! Może my odczujemy to jako minutę, ale dla was  będzie trwało to o wiele dłużej!- zaczął sprzeciwiać się Alex.
   -Alex, jestem silna. Ojciec przez to musiał niejednokrotnie przechodzić skoro do tego czasu jeszcze żyje. Jeśli on daje radę to ja też powinnam. 
   -Chcesz to zrobić tylko dlatego, że ten idiota-wskazał ręką na Zabiniego- naraził się naszemu ojcu? Może jeszcze go przekonamy do zmniejszenia kary? Może poprzestanie na wygnaniu!?- twarz Alex'a była pełna emocji. Niby lubił Diabła, ale nie mógł ryzykować życia swojej siostry! 
   -Doskonale wiesz, że skarze go na tortury i śmierć z wycieńczenia! Jak to sobie  wyobrażasz?! Że zaakceptuje swoją różową twierdzę i wszystkie te osobiste rzeczy w tym kolorze?! To pewne, że on umrze jeśli nic nie zrobimy!- krzyknęła rozwścieczona. Pod wpływem emocji jej oczy zmieniły kolor na czarny,a wokół jej niezwykle bladego ciała zaczęła unosić się ciemna mgła. 
   -Prędzej sam bym go zabił niż zgodził się na narażenie twojego życia!- jego oczy mocno pociemniały, a ręce zapłonęły niebieskim ogniem. Wokół zaczęła unosić się o wiele ciemniejsza mgła niż ta pochodząca od Hermiony -Nie pozwolę, aby cokolwiek ci się stało!
   -Miałam nadzieję, że do tego nie dojdzie...-wyszeptała Miona patrząc na brata przepraszająco- Somnum*! - krzyknęła celując w niego ręką.
Piękny fioletowy płomień poleciał jakby w zwolnionym tempie w stronę czarnowłosego chłopaka, który w ostatnim momencie odskoczył na bok. Popatrzył na dziewczynę  z rozczarowaniem- Na prawdę chciałaś żebym stracił przytomność , kiedy ty będziesz umierała?!- zapytał ją z wyrzutem. 
   -Alex, ja po prostu muszę to zrobić. To mój przyjaciel i nie pozwolę, aby zginął  z ręki  naszego ojca. Tego zaklęcia nie da się inaczej cofnąć-powiedziała z zaciętym wyrazem twarzy- Po za tym dam sobie radę; wrócę- z każdym kolejno wypowiedzianym przez nią słowem wszystko wracało do normy; skóra nie była już taka blada, a oczy czarne. Wokół nie unosiła się już ta dziwna mgła.
 To samo działo się  z Alex'em; nie potrafił długo gniewać się na najważniejszą osobę w jego życiu.  Kiedy już się opanowali po prostu stali bez ruchu nie wiedząc co zrobić.   
   -Bracie... Proszę- wyszeptała gorączkowo Miona patrząc na zegarek. 15 minut...
Chłopak popatrzył najpierw na Hermionę, potem na załamanego Blaise'a i tulącą się do jego ramienia Ginny i z powrotem na siostrę. Westchnął i delikatnie kiwnął głową.
   -Dziękuję!- podbiegła do niego i mocno przytuliła. 
   -Ale obiecaj, że wrócisz -popatrzył na nią wyczekująco.
   -Obiecuję -oderwała się  od niego i popatrzyła na resztę, która przypatrywała się im z niezrozumieniem. Tylko Melissa siedziała rozluźniona przyglądając się swoim paznokciom. Ona w ogóle ma jakieś uczucia?-zapytała samą siebie szatynka.
   -Kto wykona zaklęcie?- z kanapy odezwał się zdeterminowany głos Draco.
   -Ja to zrobię -odezwała się Melissa podnosząc wzrok swoich czerwonych oczu na Malfoy'a.-Ale będę potrzebowała wsparcia dwójki z was -w jej oczach błysnęło podekscytowanie. 
   -Cholera, ludzie! Mamy 10 minut! Mówcie co mamy robić i nie marnujmy czasu!- krzyknęła roztrzęsiona Ginny.
   -Dobra... Draco, wyczaruj szybko dwie małe, ale dosyć głębokie wanny i napełnij je gorącą wodą po same brzegi. Eva, przygotuj eliksiry regenerujące-podasz nam je, kiedy się wybudzimy. Melissa, wiesz co robić?
   -Jasne, nie stresuj się, dasz radę.- powiedziała spokojnie czerwonowłosa.
   -Ginny, będziesz musiała odliczać czas; równą minutę- powiedziała w międzyczasie zdejmując bluzę i spodnie. -Diable, nie wierzę, że to mówię, ale rozbieraj się i właź do wody.
Zabini nie zastanawiając się długo zdjął spodnie i skarpetki (różowe, ukradzione od Ginny) po czym wszedł do przygotowanej przez Draco wanny. Pisnął jak mała dziewczynka, kiedy poczuł gorąco wody. -Chcecie mnie w tym usmażyć?! 
   -Wytrzymaj, nie jest aż taka gorąca...- warknęła Miona kładąc się w drugiej wannie.- Kiedy stracimy przytomność podgrzejecie  wodę o kilka stopni. Temperatura naszych ciał nie może za bardzo spaść. Jeśli po minucie się nie obudzimy możecie powiedzieć Williamowi, że po prostu odeszliśmy... - wymamrotała patrząc jak Melissa chwyta za dłonie Draco i Alex'a i zaczyna szeptać zaklęcie. Szatynka wynurzyła z wody rękę i chwyciła nią dłoń Blaise'a, po czym rozluźniona zasnęła, podobnie jak Zabini.
   - 1...2...3...4...5...6...- Ginny zaczęła odliczanie.



❤  



     Poczuła na twarzy czyjś niesamowicie chłodny oddech. Powoli otworzyła ciężkie powieki, a to co ujrzała przeraziło ją do tego stopnia, że zacisnęła z całych sił powieki szepcząc w kółko słowa; nie jesteś prawdziwy, ty nie istniejesz! ty w ogóle nie masz prawa istnieć! 
   -Jestem prawdziwy - wysyczała istota patrząc na nią przenikliwie swoimi krwawymi tęczówkami. 
   -To niemożliwe!- wrzasnęła zaciskając powieki jeszcze mocniej. 
   -Myślałem, że będziesz walczyć o swojego przyjaciela, ale jak widać poddajesz się widząc moją twarz...- bestia zaczęła wydawać z siebie dziwny warkot, który chyba miał oznaczać śmiech.
I wtedy Miona przestała się trząść. Zapomniała. Miała przecież misje do wykonania; musiała ocalić Blaise'a! Jak na komendę podniosła się z  brudnej drewnianej podłogi i rozejrzała dookoła szukając swojego przyjaciela. Jednak natrafiła jedynie na obdrapane z brązowej farby ściany i otworzone na oścież drzwi, które ledwo trzymały się na zawiasach.  Jej wzrok zatrzymał się na istocie, która patrzyła na nią drwiąco. Po plecach mimo wszystko przeszedł jej dreszcz.
Otóż istota ta była rozmiarów człowieka i nawet wyglądałaby jak człowiek gdyby nie przerażające czerwone oczy, zgarbiona sylwetka, usta rozciągnięte w uśmiechu ukazujące ostro zakończone zęby, chude ręce od których odstawały fioletowe żyły i to co było najbardziej niezwykłe- skrzydła; wyglądały jak podziurawione dwa stare latawce. Miał na sobie również zniszczoną koszulę i czarne ubłocone spodnie; były tak przesiąknięte niezidentyfikowanymi substancjami, że nie można było rozpoznać z czego były wykonane. Hermiona zauważyła również, że miał długi ogon zakończony czarnym ,,pędzelkiem''.
   -Gdzie jest Blaise?!- krzyknęła przerażona.
   -Czarownice zawsze mnie bawiły...-powiedział uśmiechając się do niej z rozbawieniem.
   -Mam mało czasu, proszę cię! Gdzie jest mój przyjaciel?- w jej oczach błysnęły łzy. Bała się, że zostanie tu z.. tym czymś za zawsze.
   -Słyszałem kiedyś, że jedna minuta w twoim świecie to u nas 4 godziny...-zaczął udawać zamyślenie- Ale po co nam  ta wiedza skoro nie mamy zegarów...- znowu w pokoju zabrzmiał jego gardłowy śmiech.
Hermiona popatrzyła na swój nadgarstek na którym zapięty był niewielki zegarek. Najcieńsza wskazówka odliczająca sekundy prawie wcale się nie przemieszczała. Dziewczyna odetchnęła z ulgą; Ma jeszcze czas, a dokładnie to 3 godziny, aby się stąd wydostać. Podniosła wzrok na swojego ''kolegę'',który z rozszerzonymi źrenicami patrzył na jej rękę.
   -Dasz mi to cudeńko?- zapytał gardłowym głosem przeczesując wielkimi łapami swoje bujne białe włosy sięgające mu do samych kolan. Aż dziwne, że nie są pobrudzone tak jak jego ubrania...- pomyślała Miona.
   -Za trzy rzeczy- powiedziała chytrze Hermiona chowając ręce za siebie. Udawała pewną siebie; i nawet jej to wychodziło!
   -Zrobię wszystko-powiedział oblizując językiem blade usta.
   -A więc... pierwsza rzecz to informacje; o tobie i o tym świecie.  Druga to odnalezienie Blaise'a, a trzecia to pomoc w powrocie do mojego świata.- powiedziała na jednym wydechu.
   -Jak mniemam mamy na to wszystko 4 godziny?- zapytał rozsiadając się wygodnie na podłodze.
   -Trzy, jestem tutaj już godzinę, a muszę wrócić o określonym czasie.-westchnęła siadając na przeciwko jego.
   -Ambitne plany -i znowu zaczął rechotać.
   -Zawsze masz tak dobry humor?- zapytała zgryźliwie szatynka.
   -Tylko wtedy, gdy trafia mi się wyjątkowo wygadana czarownica.- powiedział patrząc na nią...przyjaźnie?- No, ale może zacznę od tych twoich ''informacji''; Nazywam się Ero, moje siostry to Erynie**- sam jestem ich męskim odpowiednikiem. Wiesz, taki wybryk natury. Wieki temu Bóg nas stworzył, abyśmy pilnowali ,,przejścia'' czyli miejsca w którym się teraz znajdujemy. Mieliśmy wyciskać od ludzi i wszystkich innych nadprzyrodzonych bytów całe zło, którego dokonali podczas swojego ziemskiego życia. Stwórca podarował nam niesamowity wzrok dzięki któremu widzimy jaką aurę wydziela każde żywe stworzenie. Twoje jest tak ciemne, że musiałbym cię torturować przez co najmniej kilka stuleci, ale masz ze sobą to maleństwo- wskazał 10-centymetrowym pazurem na zegarek- i do tego jesteś jeszcze bardzo młoda. Chętnie pomogę wam się stąd wydostać, ale żeby przejść do waszego świata trzeba przejść przez pewne specyficzne wrota...
   -Tak, wiem- przerwała mu dziewczyna- moi przyjaciele podtrzymują je dla nas.
   -A  więc wasza wizyta tutaj była zaplanowana?- zdziwił się Ero.- Jak będziecie się znowu tutaj wybierać to weźcie mi grzebień i nową koszule, bo ta jest już trochę zniszczona.
   -Będę pamiętać- zaśmiała się Hermiona.- A więc to jest czyściec? 
   -Można tak powiedzieć... Dla niektórych bardziej byłoby to piekłem. Wiesz...tyle lat tortur-kolejny raz zaczął się śmiać.
   -Wiesz gdzie jest Blaise?- zapytała nie zwracając uwagi na jego zachowanie.
   -Siedzi samotnie w mojej piwnicy-wyszczerzył zęby w okrutnym uśmiechu.- Mam nadzieję, że nie przeraził się nadmierną ilością krwi i błota w mojej małej sali tortur.
  
  

 *Somnum- zaklęcie usypiające wymyślone przeze mnie
 **Erynie- boginie zemsty, wyrzutów sumienia, kary i gniewu. (tak, wiem- namieszałam trochę w opowiadaniu)

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 26 Różowi Śmierciożercy i poważne kłopoty

Witaajcie!

Jak zwykle rozdział spóźniony xD Nie będę przepraszała, bo już pewnie macie tego dosyć. Ten rozdział nie jest jakoś specjalnie długi, ale  w niektórych momentach mega śmieszny (no przynajmniej dla mnie) ^^ Myślę, że wam się spodoba ;P.
Chciałabym podziękować moim czytelnikom, którzy zmotywowali mnie baaardzo dużą ilością pozytywnych komentarzy ;D Chcę też wspomnieć, że na blogu dobiliście już ponad 36 000 wyświetleń.  Nawet nie wyobrażacie sobie jaki teraz mam zaciesz :* 
Jeśli pod tym postem doczekam się tak samo dużej aktywności, jak pod poprzednim to kolejny rozdział pojawi się za max 2 tygodnie. 

No i ostatnia sprawa; 
Serdecznie zapraszam na blog mojej przyjaciółki [Essentia Lepore]. Jest on o tematyce  Dramione, więc  powinno się wam spodobać ;) zajrzyjcie, bo warto. Macie tutaj linka:


Ten rozdział dedykuję dwóm osobom, które chyba najbardziej mnie motywowały do pisania:


P.S- Żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony następnym razem dedyk dostanie osoba która jako pierwsza skomentuje  ;) 









            Wyszła z gabinetu ojca i zamyślona podążyła do swojego pokoju. Skręcając w ostatni korytarz zderzyła się z kimś ramieniem.
     - Jak łazisz?!- wrzasnął na nią nieznajomy.
     - Chyba nie zdajesz sobie sprawy do kogo mówisz.- warknęła siląc się na uprzejmość.
Chłopak zlustrował ją wzrokiem i popatrzył kpiąco w twarz;
     - Mówię do mało ogarniętej nastolatki, która chyba nie wie z kim zadziera.- powiedział niemiło, a  jego oczy zmieniły kolor na rażący żółty.
     -  A więc to tak.- zaśmiała się, jednak bez krzty wesołości. Jej oczy stały się dwoma czarnymi otchłaniami.  Już wiedziała czym jest jej ,,kolega’’.
Chłopak momentalnie odsunął się od niej kilka kroków. Po czym przestraszony powiedział;
     - Wybacz pani, nie wiedziałem, że to ty. Przybyłem tu niedawno i nie wiedziałem, że tak wygląda następczyni naszego dowódcy. Proszę, wybacz.- skłonił się nisko i czekał na to co powie dziewczyna.
     - Uważaj na to co robisz i mówisz… - westchnęła zażenowana. Owszem, chciała żeby ją przeprosił, ale nie w taki sposób! Wystarczyłoby zwykłe Przepraszam. – Jesteś jednym ze zmiennokształtnych. –powiedziała nakazując jednocześnie ręką, aby wstał- Co cię tu sprowadza?
     - Byłem sam. Miałem kiedyś znajomego Śmierciożercę… Jestem dosyć silny, a większość zaklęć czarodziejów na mnie nie działa. William uznał, że mogę  wam się przydać…- zaczął się gorączkowo tłumaczyć.
     - Są tu jeszcze inni zmiennokształtni?- zapytała unosząc brew.
     -  Nie, ….- i właśnie w tym momencie przestała go słuchać. Chłopak cały czas mówił  nie podnosząc na nią wzroku, a ona jak pod wpływem czaru zamknęła oczy i skupiając się zaczęła słuchać. Wiedziała, że dźwięki pochodzą z jej pokoju.

,, - Schowaj się pod łóżkiem! Szybko! Jak wejdzie to siedzimy cicho, a  jak zamknie drzwi zaklęciem i pójdzie pod prysznic to zmieniamy wszystko co jest w pokoju na różowo! Trzeba jej jeszcze zabrać z łazienki wszystkie ubrania i ręczniki! Zaraz przyjdzie, rusz się!- wrzeszczał Blaise.
     - Diable… wiem, że chcesz zobaczyć ją nagą, ale już ci mówiłem, że…- zaczął Smok.
     -…jest twoja- dokończył za niego głośno się śmiejąc.
     -  Nie o to mi chodziło…
     - Smoku! Przecież  ja widzę!- zaczął skrzeczeć Zabini.- A teraz rusz dupę i się schowaj!
     - Jesteś niemożliwy…’’

Otworzyła oczy z cwaniackim uśmiechem. Popatrzyła na chłopaka, który aktualnie dziwnie się jej przyglądał. No tak… stała pewnie z jakieś 5 minut i się szczerzyła, a on nie wiedział co robi…
     - Posłuchaj… - zawahała się przez chwile.- Jak masz na imię?
     - Luke…- powiedział marszcząc śmiesznie czoło.
     - No więc Luke, chciałbyś mi w czymś pomóc?- zapytała przeczesując nerwowo włosy.
     - Na pewno nie w utracie dziewictwa.- zaśmiał się  patrząc na Hermionę z szerokim uśmiechem, który  z twarzy dziewczyny natychmiast znikł.
     - No wiesz co?!- krzyknęła oburzona, a jednocześnie rozbawiona.
     - Nie wiedziałem, że córka ,,szlachty’’ może być tak… normalna.-powiedział brunet- Chętnie bym ci pomógł, ale twój ojciec mnie wzywa. Z tym nie mogę zwlekać.- na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech.
     - No okey, szkoda.
     - Zobaczymy się jeszcze?
     - Jutro przy śniadaniu! Do zobaczenia!- krzyknęła i popędziła do swojego pokoju.
     - Do zobaczenia…- usłyszała ciche pożegnanie chłopaka. Mimo, że na początku był chamskim (ale przystojnym) dupkiem to już zdążyła go polubić.




❤  




            Hermiona weszła do swojego pokoju, machnięciem ręki założyła mocną blokadę na drzwi. Ziewnęła i wolnym krokiem zaczęła zmierzać w stronę łazienki. Po drodze zaczęła zdejmować buty, bluzę i skarpetki. Kiedy doszła do drzwi miała na sobie czarną bieliznę i jeansowe, ciemne spodnie. Otworzyła drzwi  i je też zabezpieczyła zaklęciem. Nikt oprócz niej nie mógł ich otworzyć. Sprawdziła czy w pomieszczeniu są jakieś ręczniki i rozbawieniem zauważyła, że chłopaki wzięli PRAWIE wszystkie. Zapomnieli przeszukać paru szafek.  Szybko się rozebrała i weszła pod prysznic. Po jakiś 15 minutach dokładnie wymyta wyszła z kabiny owinięta w ręcznik. Jakoś nie bardzo przejmowała się tym, że  Zabini i Malfoy czekają za drzwiami, aby uświadomić jej jak bardzo różowy ma pokój. Uśmiechnęła się pod nosem i cicho uchyliła drzwi. Kiedy przekroczyła próg zobaczyła jak Blaise rzuca jakieś dziwne zaklęcie na pokój. Zaśmiała się cicho i obserwowała co ten idiota robi…
Na początku Zabini machał różdżką we wszystkie strony, potem zaczął biegać w kółko, a no koniec drzeć na całą japę; NIECH SIĘ KURWA STANIE!!!. Hermiona miała się już zacząć śmiać  wniebogłosy, ale o dziwo; cały pokój ogarnął neonowy róż. Otworzyła szeroko oczy i nieświadomie zaczęła bić brawo. Diabeł odwrócił się w jej stronę  i klepnął się dumnie w pierś.
     - Widzisz Mionka? Wcale nie jestem taki głupi!- krzyknął wesoło.- Dracze, wyłaź!
     - Diaable…- jęknął blondyn wyczołgując się spod łóżka.- Różowy miał być tylko jej pokój, a nie nasze ciuchy…
I właśnie w tym momencie Blaise i Hermiona zorientowali się, że tylko ich ciała pozostały naturalnego koloru. Nagle Zabini zaczął biec w stronę drzwi. Jednak te nie chciały się otworzyć.
Głupie zaklęcie Hermiony… - pomyślał zezłoszczony mulat.
Dziewczyna widząc jego mało skuteczne zmagania z drzwiami machnęła ręką, a one ustąpiły. Diabeł od razu je otworzył i zaczął się rozglądać po korytarzu.
Hermiona popatrzyła na Draco, a on na nią. Chłopak wzruszył ramionami w odpowiedz na pytające spojrzenie szatynki. Dziewczyna z poważnym wyrazem twarzy zaczęła kierować  się w stronę wyjścia, a młody Malfoy poszedł za nią.

Po chwili na całym zamku dało się słyszeć przerażony pisk blondyna i głośne przekleństwa najmłodszej członkini rodu Riddlów.



❤  




     - Merlinie którego kocham  i szanuję, zaknebluj im tę gęby...- jęknęła Eva chowając głowę w poduszkach. Nawet w komnacie Evy było słychać pisk Dracona.
     - Pójdę zobaczyć co tym razem odwalili- westchnął Theo zwlekając się z łóżka. Przetarł leniwie oczy i zaczął szukać swoich spodni i koszulki...  Nie było ich pod różowym łóżkiem, ani  na  różowych szafkach, ani na różowym żyrandolu, ani na różowej  podłodze... Dopiero po chwili zorientował się, że wszystko w pokoju było jaskrawo-różowe. Wrzasnął z przerażenia zwracając swoją uwagę usypiającej blondynki. 
Popatrzyła na niego nieprzytomnie dopiero po chwili oglądając otoczenie. Zaczęła się śmiać i jednocześnie płakać. Chłopak popatrzył na  nią zdezorientowany.
     - W-wszys-stko ww-w ppo-porządku?- wyjąkał cicho.
     - Nie kurwa! Odkąd wróciliśmy z Hogwartu cały czas mój braciszek i Zabini coś odpierdalają!-wybuchnęła jeszcze większym śmiechem, a po jej policzkach zaczął spływać wraz ze łzami cały makijaż- Ciągle musimy za nimi biegać, a oni udając odpowiedzialnych robią TAKIE rzeczy!- ręką wskazała na różowe ściany. Ja już nie mam do nich siły...! Chciałabym choć jeden dzień spędzić tylko z tobą, ale to niemożliwe, bo ci idioci nam na to nie pozwalają!!!- wrzasnęła chowając twarz w dłoniach.
     - Przecież wiesz, że nie możemy ich teraz opuścić...- szepnął siadając obok niej. Popatrzył na nią smutnym wzrokiem i objął mocno w pasie przyciągając do siebie jej kruche ciało.- Kiedy to wszystko się skończy  zabiorę cię daleko od tego wszystkiego i będziemy mieli spokój...
     - Obiecujesz...?- wychrypiała podnosząc na niego swój zaszklony wzrok.
     - Obiecuję. Zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa...- uśmiechnął się i czule pocałował ją w usta.- A teraz trzeba ruszyć tyłek i zobaczyć co tu jest grane.- zaśmiał się i ciągnąc na sobą blondynkę zaczął kierować się w stronę wyjścia z pokoju. (Uprzednio znajdując jakieś ciuchy)




❤  




     - Blaise Zabini! Rozumiem, że bardzo nieumiejętnie posługujesz się swoimi zaklęciami, ale do cholery jasnej jakim cudem zamieniłeś cały zamek w różową ruderę?!?!- o ile początek swojej wypowiedzi Will (ubrany w różowe wdzianko jak wszyscy zgromadzeni) zaczął w miarę spokojnie to końcówkę  wywrzeszczał.
     - P-panie-e wy-wyy-bacz, a-alee ja na-a praw-wdę to-o wszy-ystko niech-chcący...- wyjąkał słabo mulat trzęsąc portkami.
     - MILCZ! Tylko dzięki Hermionie jeszcze zachowałem cię przy życiu! Powinieneś już leżeć martwy! Jeżeli w ciągu 30 minut nie cofniesz zaklęcia skażę cię na tortury, więc dobrze ci radzę; ŚPIESZ SIĘ!- powiedział zdenerwowany i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie w którym zapanowała nagła cisza.
     - Wyjdźcie wszyscy...- w sali odbił się echem bezbarwny głos Blaise'a.
Znajdujący się w sali; Eva, Hermiona, Draco, Theodor, Ginny,  Melissa i Alex popatrzyli na siebie zdezorientowani. 
    - Wiesz jak to odkręcić?- zapytała nieśmiało Ginny.
    - Problem w tym, że nie można!- wrzasnął patrząc na nią ze wściekłością.
    - Merlinie, Blaise po co to zrobiłeś?- spytała Hermiona siadając na podłodze i chowając twarz w dłoniach.
    - To miał być głupi żart... różowy powinien być jedynie twój pokój, a nie cały zamek... Teraz zamiast twierdzy najgroźniejszy w świecie czarodziejów stoi wielki domek dla lalek... Gdyby chociaż nie pofarbowały się szaty Śmierciożerców... Mam przejebane- popatrzył na zatroskane spojrzenia przyjaciół- Tym razem nie wyciągniecie mnie z tego gówna...
    - Pamiętasz jeszcze to zaklęcie?- zapytała nagle Miona podnosząc się z podłogi i podchodząc bliżej Blaise'a.
    - Tak, ale mówiłem ci, że nie da się tego odwrócić...- jęknął  drapiąc się po głowie.
    - Ale nie rozumiesz! Możesz rzucić zaklęcie jeszcze raz, ale tym razem zamiast róż wypowiedz czerń!- krzyknęła ożywiona.
    - Mionka! Wiem, że chcesz pomóc, ale to zaklęcie w całości skonstruowane jest do tego przeklętego różu! Nie da się zmienić;
 ,,Kolorowy świecie jednorożców, gdzie lilie różowe kwitną i gdzie są różowe wodospady w których kąpią się fioletowe krowy, ześlij nam na  świat tego różu, który słodszy jest od uśmiechu Magdy Gessler, a który wprowadzi nas w świat jednorożców'' Pracowałem nad tym tekstem parę tygodni! Nie możliwe jest wymyślenie nowego zaklęcia w pół godziny!- krzyknął załamany.
     

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 25 Diabeł, wszy i spółka


Witajcie moi drodzy parafianie!
Jak widzicie rozdział 25 pojawił się w ostatni dzień terminu. Prawdę mówiąc myślałam, że wyjdzie troszkę dłuższy. No, ale cóż... Musi być taki jak jest. Dziękuję wszystkim, że nadal są  i mają tyle cierpliwości. Rozdziału 26  jeszcze nawet nie zaczęłam pisać,  więc jeszcze nie wiem kiedy się on pojawi. Jeśli chcecie być na bieżąco to śledźcie co jest napisane w ''Informacjach'' 
Mam nadzieje, że rozdział się wam spodoba ;) 

P.S- Jeżeli pojawią się jakieś błędy ortograficzne, powtórzenia itd... nie denerwujcie się ;) jutro je poprawie ;DD









      - Już dawno powinni tu być.- skarżyła się Ginny.
      - Może powinniśmy się rozdzielić i poszukać…?- podsunęła pomysł Eva.
      - Nie opłaca się. Na pewno są gdzieś niedaleko.- mruknęła Melisa wpatrując się  w swoje idealnie równe paznokcie.
Już od ponad godziny wszyscy siedzieli w pokoju Hermiony czekając na jego właścicielkę. Dziewczyny siedziały na łóżku, reszta należąca do płci brzydkiej musiała zadowolić się dość dużą kanapą. Draco z Theodorem rozmawiali o Quidditchu, a Melissa, Ginny i Eva dyskutowały o dosłownie wszystkim. W międzyczasie dołączyli do nich; Nerio, Furia i Nyks, którzy wylegiwali się na puchatym dywanie obok kominka.
Jako, że minęło już dość dużo czasu zaczęli niepokoić się o rodzeństwo i ich kochanego Diabełka. Chociaż o tego drugiego już mniej… no bo kto mógł tęsknić za tym  idiotą? No może jedna ruda osóbka…
            Kiedy wreszcie do pokoju weszli Hermiona, Alex i Blaise zapanowało gwałtowne ożywienie. Nero i Furia hucznie powitali rodzeństwo Riddl’ów mrucząc do nich nie zrozumiałe dla innych ‘słowa’.  Potem z nudów Diabeł zaproponował małą imprezę. Jednak widząc znużony wzrok towarzyszy postanowił pobawić się z Nyks, co nie było dobrym pomysłem…
- Nyks, kochanie! Chodź piesku! Po aportujesz!!!- wrzasnął do czerwonookiej wilczycy, która leniwie podniosła łeb i popatrzyła na niego lekceważąco
- Nie chcesz się bawić, myszko?- spytał Blaise z szatańskim uśmiechem.
I właśnie w tym momencie wilczyca gwałtownie wstała i…  podłoga dookoła Blaise'a zaczęła dość mocno drżeć. Przerażony Zabini zaczął piszczeć głosem gwałconej dziewicy...
- Diable… - westchnął Draco siedzący w samych bokserkach na kanapie, który o dziwo wcale się nie wstydził. No, bo przecież jak mógłby założyć spodnie, zanim matka odda mu różdżkę.- Przypomnij mi.... Dlaczego ja się z tobą zadaje?
- Bo nikt nie potrafi tyle chlać co ja!- wrzasnął Blaise próbując utrzymać równowagę.- Nyks, kochanie! Wiiiiesz, żee ciee baarrrdzo kochaam! Przestań! Skarbie!- zaczął wrzeszczeć na całe gardło. Jednak po ostatnich słowach Nyks już odpuściła i wróciła na swoje poprzednie miejsce. Podłoga wokół Zabiniego przestała się poruszać, a sam ''pokrzywdzony'' znowu zaczął się szczerzyć.
-To bydle jest z piekła! - wydarł się wskazując palcem na wilczyce. Jednak pod wpływem spojrzenia owego bydlęcia cofnął się kilka kroków i z miną niewiniątka siadł na kanapie pomiędzy Malfoy’em, a Thodorem.

2 sekundy później...

- No dobra… nudzi mi się.- stwierdził  Blaise na co jakoś nikt nie był specjalnie zdziwiony. Jego ADHD  coraz częściej dawało o sobie znać...
- Możemy pograć… w butelkę.- podsunął Draco dziwnie uśmiechając się w stronę Mionki.
- Chyba żartujecie… Serio?- zaczęła się śmiać Melisa.- Zachowujecie się gorzej niż dzieci… Ja się wycofuje… Nie gram.- powiedziała i najzwyczajniej w świecie ciągnąc za sobą zdezorientowanego Alex’a wyszła z pomieszczenia.
- Uuuuu… pewnie mają ciekawsze rzeczy do robienia…- powiedział Draco śmiesznie ruszając parę razy brwiami.
Melisa słysząc to odwróciła się w jego stronę i pokazując środkowy palec wyszła  z pokoju.
- Poczekajcie chwile... zaraz możemy zagrać.- westchnęła Miona i pomaszerowała do jednego regału z książkami. Wyjęła kilka z półki i… zza nich wyciągnęła 2 butelki ognistej whiskey.
- Oj Mionuś, czytasz mi w myślach.- zawył wesoło Blaise.- Ale mnie dzisiaj głowa swędzi…- warknął gwałtownie drapiąc się po głowie. – Te wasze kundle zaraziły mnie pchłami!
- Eeee… Blaise… może zajrzysz na chwile do skrzydła szpitalnego…- powiedział Draco odsuwając się od przyjaciela.- Bo wiesz… ja nie wiem gdzie się szwendałeś, ale wszy na mojej pięknej główce to ja nie chcę…
- Przecież żartowałem…- warknął Blaise jeszcze mocniej się drapiąc.
- Ja go tam zaprowadzę…- westchnęła Ginny i ciągnąc za sobą chłopaka pomaszerowała do pana doktora Ksawerego- cudownego magomedyka, który umiał wyleczyć dosłownie wszystko. Oczywiście pobierał za takie usługi gotówkę lub... nerki, które sprzedawał za na prawdę duże pieniądze w mugolskim świecie.
- Tylko się nie zaraź!- wrzasnął Malfoy cicho się śmiejąc.
- Będę ostrożna...- warknęła ruda trzaskając drzwiami.
- No to zostaliśmy sami...- westchnął Theodor patrząc  na butelki alkoholu, które Miona postawiła na szklanym stoliku wraz z szklankami.
- Eva. siostrzyczko kochana... Zaczynaj.- powiedział Draco podając jej wyczarowaną przez siebie butelkę o blado różowym szkle...- To taki męski kolor...
- Bardzo- zaśmiała się blondynka biorąc od niego butelkę i mocno nią kręcąc.- Dracuś! Wypadło na ciebie!  Liżesz podeszwę buta Hermiony!- krzyknęła podniecona.
- Żartujesz sobie chyba... - popatrzył na Eve, a potem na obłoconego buta szatynki.
- Liż!- wrzasnęła blondynka.   
- Muszę?- zapytał błagalnie patrząc a siostrę.          
- TAK! 
Głośno wzdychając podszedł do siedzącej na kanapie Hermiony. Ukląkł na jedno kolano i unosząc jej stopę do swoich ust zaczął cicho kląć o swoim jakże szczęśliwym losie. Jednak zanim podeszwa buta zetknęła się z językiem Draco,  drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem,a do środka weszło trzech Śmierciożerców z tego jednym z nich był Lucjusz. Pozostałą dwójkę widzieli po raz pierwszy.
- Draconie! Co ty wyprawiasz?! W tym zamku nadal obowiązują zasady BHP! Poza  tym gdzie są twoje spodnie synu?!
- Spytaj się Matki...- powiedział zażenowany Draco podnosząc się   z podłogi.
- Jak wytłumaczysz... TO?!- wrzasnął wskazując butelki alkoholu na stoliku.- Rozumiem wasze potrzeby, ale róbcie to w stosownym czasie, a nie, gdy wzywa was nasz przywódca!- na te słowa wszystkim z twarzy zniknął uśmiech.
- Jakaś misja?- zapytała po chwili Eva.
- Nie wiem... Kazano mi wezwać Alex'a oraz Hermionę do gabinetu Williama.
- Ale Alex... jest z Melisą....- powiedziała zakłopotana Miona.
- Nie obchodzi mnie to! Macie się natychmiast stawić w gabinecie!- krzyknął wściekły Lucjusz i jak gdyby nigdy nic, podszedł do garderoby Hermiony, a po chwili wyszedł z niej trzymając w rękach czarne rurki Mionki. Z chytrym uśmieszkiem podał je zdziwionemu Draconowi.- Skoro nie założysz swoich spodni to może chociaż założysz te? Wiesz...zawsze mogę dać ci jeszcze jedną z spódnic Narcyzy.
-  Założę je z WIELKĄ chęcią...- warknął ironicznie Draco wciągnął szybko na siebie niezwykle obcisłe rurki. - Merlinie, Przecież w tym się nie da chodzić!- potem walnął kilka przekleństw i próbował wyprostować nogi. 
Reszta się jedynie z niego śmiała.
- Pójdę sama do ojca. Myślę, że Alex jest teraz bardzo zajęty, a sama i tak doskonale dam sobie radę.- wypaliła nagle Miona odwracając uwagę wszystkich od Dracona.
- Dobrze... William już cię oczekuje.    




 * * *      
       

 Zapukała delikatnie do drzwi, które od razu po zetknięciu czarnego  drewna z jej skórą się otworzyły. Zdziwiona weszła do środka. Za biurkiem siedział w skórzanym fotelu jej ojciec. 
- Witaj Hermiono, gdzie Alex?
- Jestem sama.  Alex... jest aktualnie zajęty...- odpowiedziała jąkając się.
- No dobrze... W takim razie mam nadzieję, że wszystko dokładnie mu przekażesz.
- Oczywiście.
- Siadaj.- powiedział uśmiechając się lekko i wskazując dłonią fotel. - No więc... jak już wiesz zbliża się wojna. Tobie i Alex'owi chciałbym powierzyć wyjątkowo ważne zadanie. Mianowicie, mielibyście razem z Melisą  wysadzić Mionisterstwo Magii.
- Ale... to ogromny i doskonale zabezpieczony budynek... Wątpię by zwykłą bombardą dało się go zburzyć. 
- Dlatego właśnie wybrałem was. Wiem, że mnie nie zdradzicie, a dzięki waszym mocom jest na prawdę ogromna szansa na powodzenie się misji.
- Ale... Jeszcze nie jesteśmy gotowi... - wyjąkała przerażona szatynka.
- Dlatego właśnie przez najbliższy tydzień będziecie trenować. Codziennie. 
- Ale... co jeśli któremuś z nas coś się stanie?
- Liczycie tylko na siebie. Nie mogę wysłać tam żadnych swoich. Tylko wy jesteście zdolni tam przeżyć. Jeśli będzie bardzo źle sam wyruszę wam na ratunek. Nie ma innej opcji.
- No dobrze... Melisę mam powiadomić o tym wszystkim?
- Tak. Nikt inny oprócz was ma o tym nie wiedzieć, jasne?
- Jak słońce...- westchnęła wesoło jednak w jej oczach widać było zmartwienie.
Kiedy już miała wychodzić William odezwał się do niej opiekuńczym, acz stanowczym głosem.
- Będą z wami Nero, Nyks i Furia. Jestem pewien, że ta misja będzie doskonale wykonana. Wierzę w was.
- Dziękuję tato...- Miona uśmiechnęła się lekko i wyszła z gabinetu.